Liga Liero
2017-09-25 12:47:51 *
Witamy, Gość! Prosimy, zaloguj się, lub zarejestruj.

Zaloguj się podając nazwę użytkownika i hasło.
 
  Strona główna   Forum   Pomoc Szukaj Kalendarz Zaloguj się Rejestracja  
Strony: [1]   Do dołu
  Drukuj  
Autor Wątek: Bajka o wrednym robalu, co przestał pułapki stawiać... (Michał Mleczko)  (Przeczytany 11831 razy)
0 użytkowników i 1 Gość przeglądają ten wątek.
Greybrow
Egzekutor
Generał
*

Reputacja: 67
Offline Offline

wiadomości: 1583


Nothing but the rain


Zobacz profil WWW
« : 2006-04-02 21:28:23 »

Michał Mleczko
Bajka o wrednym robalu, co przestał pułapki stawiać i co z tego wynikło

Żył sobie kiedyś robal, wredny co nie miara, a przy tym silny i postawny. Zwał się Rymon i wiódł swoje awanturnicze życie na planecie Gaugramili, na której tylko jedno państwo o tej samej nazwie było. Zajmował się handlem różnorakimi scyzorykami, zapałkami, jednym słowem wszystkim, co robale po kieszeniach noszą. Każdy się go tam bał i wszędzie, gdzie się pojawił, pusto było. Nawet król zacny tej krainy, słaby dyplomata i zły władca, który w czasie wolnych wyborów przybrał imię Synta, nie wyruszał na spacer, jeśli wiedział, że na mieście Rymona widziano.

Rymon wyruszył kiedyś na wycieczkę, przez innych mianem wyprawy kłusowniczej określaną. W czasie spacerów po lasach rzucał tu i tam miny nieduże, przez niego bobby trapami zwane, licząc, że ktoś będzie chciał się nimi zaopiekować i tym samym życie stracić. Gdy jednak pomyślał, jak małe są z tego zyski i jak trudno jest złapania uniknąć, zrezygnował z dalszego min podrzucania i do domu powrócił.

W domu dużo myślał nad tym, jak b tu fortunę zdobyć, jednocześnie sąsiadom się nie podkładając. Myślał dużo aż wpadł na taki koncept: "Postawię wszystko na jedną kartę. Król nasz na pewno ma dużo rzeczy w swojej siedzibie. Jego okradnę!" Rymon czuł do króla niechęć, powoli przeradzającą się w nienawiść, więc jak powiedział, tak też zrobił.

Następnego dnia wyruszył wprost do zamku, jednak nie mógł się opanować i zrabował także parę sklepów, po tym, jak ich właściciele do komórek, szop i sławojek szybko się udali, aby na własnej skórze wrednego usposobienia Rymona nie poczuć. Zanim do zamku doszedł był bogaty jak nikt, albowiem sklep jubilerski okradł i na zniszczenie potęgi królewskiej nie miał już  ochoty. Jednakże z rozpędu wszedł już na zamek, a ponieważ wózek ze złotem ciągnął za sobą, a korytarze w zamku malutkie, musiał aż do sali tronowej dojść. Korzystając z okazji podatki uregulował, skłonił się z obrzydzeniem i wyszedł. Wrócił do swego domu i przez kilka miesięcy żył spokojnie, nikogo nie gnębiąc.

Ale marzenia o wielkiej fortunie nie ustawały. W snach Rymona pojawiały się kraty, przez które mógł oglądać króla, śpiącego na górze złota. Nie mógł przez te sny nie myśleć o napadzie. W trzy miesiące od ostatniej "wycieczki" Rymon wyruszył na stolicę, stawiając sobie za zadanie zdobycie zamku królewskiego. Gdy wszedł już do miasta, niemiłe myśli go naszły: "Robale się mnie boją, król także, ale jego gwardia na pewno stanie mi na drodze." Taki z tego wniosek uformował, że trzeba najpierw w broń przeróżną się zaopatrzyć, a pzede wszystkim w działko, które wszyscy bandyci za najlepsze do siania spustoszenia uważają. Skierował zatem swe kroki ku sklepowi z bronią, na co sprzedawca jękiem zareagował i czym prędzej do domu uciekł, by tam w żony fartuch się wypłakać. Rymon zaś wziął minigun’a i jeszcze parę innych dobrych broni. Tak więc w jego uzbrojeniu znalazły się jeszcze spikeballs'y, granaty, laser, bazooka oraz big nuke, na którego opakowaniu przeczytał: „Najlepsza broń do wykurzania robali z jaskiń, zagłębień i budynków”. Głównie ta reklama skusiła go do „kupna” tej broni.
   
Gdy znalazł się przed zamkiem, napotkał na silny opór gwardii. Nie byli jednak dobrze uzbrojeni i ich poświęcenie na nic się zdało. Rymon rzucił zaledwie jednego big nuke i wszyscy zmienili się w kupkę czerwonych szmat. Było mu potem żal tego, co uczynił. To były żółtodzioby i po prostu bronić się ni uciekać nie umiały. Podczas gdy on płakał rzewnymi łzami nad ciałami zabitych, z flanki obchodzili go bardziej już doświadczeni wojownicy, w uzi uzbrojeni. Nie zapomnieliście, mam nadzieję, jaka była główna cecha Rymona? Kiedy robale z gwardii pobiegły, by go ująć bez rozlewu krwi, ten uciekł z krzykiem w kierunku wyjścia. Wojownicy z gwardii byli honorowi i w plecy nie strzelali. Wykorzystał to wredny kłusownik i zostawił im kupkę odbezpieczonych granatów. Doświadczeni wojownicy kierują wzrok na biegnącego Rymona, a już w następnej chwili połowa z nich nie żyje a druga jest niezdatna do walki. Rymon zaś nie płacze już za nikim, tylko biegnie prosto w kierunku sali tronowej. Gdy dobiegł do końca, trudno mu było opanować rozczarowanie. Nie dość, że wszystkie kosztowności były zdjęte i gdzieś pochowane, króla nie widać, to nawet tron zabrano, by jak król się poczuć nie mógł. Aż ze złości zawył, tak, że w całym mieście psy szczekać a dzieci płakać zaczęły, i jak w furię nie wpadnie. Gdy ochłonął  i świadomość mu wróciła, wszystkie piękne freski były zniszczone laserem a tylne wyjście  zablokowane złomami gruzu ze stropu. Jedyną drogą ucieczki było główne wyjście, teraz najprawdopodobniej obstawione przez gwardię.

Ciężkie myśli nawiedzały Rymona gdy siedział w przez siebie zrobionym więzieniu. W jedynym korytarzu wyjściowym często słyszał głosy, jednak od dłuższego czasu nikt w drzwiach się nie pojawiał. Wcześniej, gdy tylko jakaś głowo wychynęła za węgła, Rymon chwytał za laser i posyłał następną duszę do nieba. Po dwóch dniach był jednak tak wyczerpany, że ledwo się trzymał na nogach. Wiedział o tym, że to już koniec. Król mu tego nie wybaczy, nie ma na co liczyć. Zrezygnowany, wziął mimo wszystko bazookę na ramie i poszedł. Zaraz za rogiem natknął się na trzech gwardzistów, wesoło rozmawiających o domu i rodzinie. „Żegnajcie” - powiedział w myślach Rymon, naciskając spust lasera. W jednym momencie z trzech robali zrobiło się sześciu, a koło jego głowy gwizdnęło parę serii z uzi. „Trzeba uważać” - pomyślał. W otwartej walce nie miał szans z gwardią. Mógł jednak nie dopuścić do otwartej walki. Po raz ostatni popatrzył się na etykietę big nuke, rozerwał ją i szybko rzucił ją pod nogi żołnierzom. Osiągnął to, co chciał. Gwardia w popłochu opuściła korytarz, zastawiając jednak pułapki. Rymon nie męczył się z nimi długo, był doskonały w rozbrajaniu i zakładaniu pułapek. Pomyślał jednak, że mógłby załatwić gwardię na cacy. Pobiegł szybko za wojownikami, wymierzył i tym razem rzucił już big nuke. Wybuchło zamieszanie, doświadczeni gwardianie odskoczyli, mniej doświadczeni cofnęli się i weszli prosto pod celownik Rymona. Ten tylko na to czekał - zaparł się i pociągnął za spust miniguna. Utrzymywał serię aż ostatni żółtodziób padł bez czucia. Gwardianie popatrzyli na trupy ze zgrozą, zerknęli na wyjście, gdzie leżał gotowy wybuchnąć big nuke, i podjęli decyzję. Rozstawili się w korytarzu, korzystając z framug i drzwi jako osłon i czekali. Rymon nie zamierzał jednak atakować. Był cierpliwy. Oczekiwał na moment, w którym gwardianie zaczną rozmawiać i nie będzie panowała już doskonała cisza, nie pozwalająca mu na żaden ruch. Albowiem byli teraz w ciemnej, prostej części korytarza i każdy, najcichszy nawet odgłos mógł zachęcić wojowników do strzelania seriami w ciemność.
   
Moment taki nastąpił po chwili, albowiem cisze wyczekiwania przerwały ciche kroki i szeptem wypowiedziane słowa króla: „Czy wszystko już jest w porządku?” Dowódca gwardii nawiązał szeptem rozmowę, a Rymon miał okazję, aby zmienić pozycję. Przeszedł aż do zakrętu korytarza i skrył się za węgłem. Wyczuł, że teraz ma przewagę. Gdy gwardianie zaczęli rozmawiać, wychylił się zza węgła i ostrzelał z minigun’a ściany, tak dla postrachu. Gwardianie odruchowo skoczyli do kryjówek. Zaraz po tym zmienił broń na laser i zaczął wypalać powoli osłony swoich wrogów. Czerwone promienie było doskonale widać w pełnym pyłu z tynków powietrzu .Bawił się przerażeniem króla, które spowodował mały złodziejaszek. Przez te walki stał się okrutny. Dawał im nadzieje na przeżycie, choć już przygotowywał bazook’ę, by ich zabić. Gdy usłyszał ciche szuranie zbroi po podłodze, wycelował rakietę, krzyknął „Żegnaj, Syncie!” i strzelił. Zabił wszystkich, którzy ukrywali się przed nim na końcu korytarza. Był zadowolony z siebie. Spokojnie przeszedł nad trupami, minął pustą framugę z palącymi się drzwiami i skierował się ku zamkniętym głównym bramom zamku. Osiągnął to, co chciał. Był przed wyjściem na wolność. Nagle poczuł ból. Ktoś władował mu serię w plecy. „Dwie serie”- pomyślał Rymon przed śmiercią. Upadł na posadzkę, już nie czując bólu.
   
Cały zamek spłonął, razem z ciałami poległych i rannymi. Ocalał tylko jeden gwardian, Cerent, ten właśnie, który zabił Rymona. Gdy ogłosił tę wieść na rynku, nikt nie chciał mu wierzyć. Po przeszukaniu resztek zamku wszystko, co powiedział ostatni wojownik okazało się jednak prawdziwe. Następnego dnia robaki uznały, że potrzebny jest król i w superszybkim głosowaniu orzekły, że na króla został wybrany Cerent. Ten zaś długo się nie opierał, od razu przywdział królewski płaszcz, włożył koronę, wziął do ręki berło i usiadł na tymczasowym tronie w namiocie. Zaraz potem ogłosił pobór do gwardii. Król Cerent wyprowadził swój kraj na prostą i utworzył go największym mocarstwem w kosmosie. Już nigdy w historii planety Gaugramili nie wydarzyła się taka historia, aby jeden człowiek zamek królewski zajął.

Michał Mleczko
« Zmienione: 2006-04-02 21:46:28 przez Greybrow » Zapisane

Robaq
Sierżant
***

Reputacja: 10
Offline Offline

wiadomości: 330


:ASdF?


Zobacz profil
« Odpowiedz #1 : 2006-04-02 21:36:05 »

Super opowiadanie!
Dam ci ROXa, ale za jakiś czas bo tera musze czekać...
Zapisane

Liero przymiera głodem, deal with it
Tomcio
Sierżant
***

Reputacja: 20
Offline Offline

wiadomości: 288


Krótko, zwięźle i na temat.


Zobacz profil
« Odpowiedz #2 : 2006-04-02 21:41:13 »

Łał, jestem pod wrażeniem inwencji twórczej autora. Propopnuję danie Michalowi specjalnej rangi, coś w stylu "nadworny poeta", jeśli autor sobie tego życzy ocvzywiście Wink
Zapisane

Make mod, not war!
Michał Mleczko
Kapral
**

Reputacja: 6
Offline Offline

wiadomości: 88


koniec odsiadki!


Zobacz profil
« Odpowiedz #3 : 2006-04-04 13:02:08 »

Nie miałbym nic przeciwko( może "lieropisak"), ale lepiej się z tym nie spieszyć. dwa opowiadanka to nie jest tak dużo. Na pewno napiszę więcej. Roll Eyes. W dodatku, żaden ze mnie "autor". Taki tam mleczak.
« Zmienione: 2006-05-10 09:11:44 przez Michał Mleczko » Zapisane
Troj
nowy
*

Reputacja: -1
Offline Offline

wiadomości: 1


Zobacz profil
« Odpowiedz #4 : 2006-10-04 14:08:23 »

Zarąbista historia gratuluje pomysłu
Zapisane
Cresus
nowy
*

Reputacja: -1
Offline Offline

wiadomości: 6



Zobacz profil
« Odpowiedz #5 : 2006-10-04 19:31:48 »

Świetna historia- chyba sam coś naskrobię...
Zapisane

Codename 47 are you there?
47?
47!?
arghhhh!
...
Firen
Szeregowy
*

Reputacja: -4
Offline Offline

wiadomości: 49


Gram w Liero przez mod N-game'a ;)


Zobacz profil
« Odpowiedz #6 : 2007-01-24 21:20:02 »

świetna, odczepista i porażająca Wink historia!

brawo! może napiszesz książkę Wink
Zapisane

Narazie jestem n00b Wink
Schwarzenegger
Szeregowy
*

Reputacja: -14
Offline Offline

wiadomości: 40


Czyżbym był Lierowcem?


Zobacz profil
« Odpowiedz #7 : 2007-12-01 19:57:06 »

Wypas i super! Grin Makabra... aż mnie wciagnelo Całość git. gratulacje!!!
Zapisane

Strony: [1]   Do góry
  Drukuj  
 
Skocz do:  

Powered by SMF 1.1.15 | SMF © 2005, Simple Machines
TinyPortal 1.0 RC1 | © 2005-2010 BlocWeb