Liga Liero
2019-05-23 06:31:52 *
Witamy, Gość! Prosimy, zaloguj się, lub zarejestruj.

Zaloguj się podając nazwę użytkownika i hasło.
 
  Strona główna   Forum   Pomoc Szukaj Kalendarz Zaloguj się Rejestracja  
Strony: [1]   Do dołu
  Drukuj  
Autor Wątek: Solaris  (Przeczytany 4875 razy)
0 użytkowników i 1 Gość przeglądają ten wątek.
publisher
Szeregowy
*

Reputacja: 3
Offline Offline

wiadomości: 27


Dr Lecter is watching you...


Zobacz profil
« : 2007-06-29 22:50:05 »

Tytuł: Solaris

Chapter 1

Dziennik pokładowy. Dzień 1

Wyruszyliśmy z misją, od której zależy los gatunku. To oznaczało tylko jedno. Od powodzenia tej krucjaty zależy być albo nie być robaka. Jako ligowiec naczelny, ja, glizda John muszę pokierować tą wyprawą najlepiej jak tylko potrafię, zdobyć twierdzę złych wormsów przebywając przez kolejne galaktyki i walcząc ze złem zmutowanych złych odmieńców. Boję się nie walki, ale tej odpowiedzialności, która na mnie spoczywa. Jeśli zawiodę… nie chce o tym myśleć! Muszę być silny i walczyć na chwałę Imperium Dobra. Dzięki maszynie czasu możemy ścigać wormsa naczelnego – Hex’a przez kolejne galaktyki. Tylko wyeliminowanie źródła zła może przedłużyć szanse na koniec wojen w naszej lierowej społeczności. W przeciwnym wypadku Hex może w najbliższym czasie wyciągnąć od Alana (naszego głównego programisty zapory, która od wieków nas oddzielała od Złych) najbardziej skrywaną tajemnicę o tym jak nas przezwyciężyć. Ta tajemna wiedza w złych rękach mogłaby zakończyć erę dobrych robaków na rzecz złych wormsów. Ostatnie donosy naszych zwiadowców wskazują na to, iż Hex wraz ze swoją świtą ukrywa się w wymiarze „Izbla”….

Dziennik pokładowy. Dzień 4

Przez ostatnie 3 dni atmosfera na statku robi się coraz bardziej nie do zniesienia. Jestem kapitanem jednak nie mogę zapanować nad załogą, która skłócona wydaje się być „podminowana” odpowiedzialnością i zbliżającą się bitwą z oddziałami potężnego Hex’a. To przecież wspaniali żołnierze, którzy na swoim koncie mają nie jedną potyczkę z wormsami jednak nigdy do tej pory w ich świadomości nie istniało poczucie „ostatniego obrońcy” naszego Imperium. Oni wiedzą, że nie ma odwrotu i zdają sobie sprawę, że od nich zależy to czy ich dzieci, i cała spuścizna społeczności zostanie ocalona. Pozostaje nadzieja, że moje podwładne glizdy w obliczu zagrożenia okażą się bardziej silne i skoncentrowane niż kiedykolwiek. W końcu to sami profesjonaliści. Ten pięcioosobowy oddział przeszedł nie jedno, a poszczególne jednostki uzupełniają się, będąc od zawsze solidarnymi na polu walki. Przykładem i zarazem potwierdzeniem moich słów są chociażby wydarzenia sprzed 3 lat, kiedy to mój dzisiejszy zastępca major Arctic (operator super shotguna) uratował szeregowego Terner’a (wspaniałego strzelca - mistrza Gauss Gun’a). Wtedy mając 90% życia zasłonił własnym ciałem (jednocześnie poświęcając swoje zdrowie) Terner’a który zdołał naładować Gauss Gun’a i oddać strzał w kierunku wroga. Arctic ledwo przeżył to bliskie spotkanie z spajkami samego Hex’a. Oby i podczas tej krucjaty obaj byli zdolni do takiego poświęcenia, bo dziś ja mam pewność, że szanse na powrót w jednym kawałku są bliskie zera….

Dziennik pokładowy. Dzień 7

Zbliżamy się do planety Izbla. Morale załogi ogólnie oceniam jako niskie jednak wciąż mam nadzieję na szybkie zażegnanie sporów. Dziś doszło do kolejnych konfliktów między starszym szeregowym Rayan’em – naszym miotaczem mininuków i Popem – operatorem larpy. Podczas treningów bojowych obaj posprzeczali się o swoją rolę w drużynie i to, który z ligowców jest bardziej przydatny na polu walki. Nawet głupiec wie, że obaj bez siebie nawzajem byliby bezwartościowi, jednak wszystkim puszczają nerwy…

Dziennik pokładowy. Dzień 10

Na szczęście w ciągu ostatnich 2 dni stosunki i relacje wśród załogi mogę ocenić jako neutralne. Nie jest już tak agresywnie jednak załoga nie jest spójna, a od bitwy dzielą nas godziny. Poszczególni członkowie mojego statku „Solaris” z trudem się tolerują, ale wierzę, że staną na wysokości zadania. Zbliżamy się do celu…



Niezmierzone połacie wymiaru „Izbla” jakie wyobrażali sobie członkowie załogi wahadłowca „Solaris” okazały się tylko mrzonkami. Kiedy przebili się przez tunel czasoprzestrzenny i opuścili statek z przerażeniem stwierdzili, że znajdują się w jaskini na jakimś podwyższeniu, czymś na wzór sztucznego wzniesienia. Głównodowodzący John wiedział, że ich pozycja ze strategicznego punktu widzenia jest fatalna, gdyż zwiadowcy donosili, iż Hex ma swoją siedzibę w najwyższym szczycie Izbly. Byli zmuszeni przedzierać się przez kolejne poziomy tej planety i pokonywać niezliczone hordy barbarzyńców wormsów – służalców samego Hex’a. Na ich nieszczęście major Arctic dostrzegł zbliżające się odziały wroga. Drużyna „Solaris” była otoczona i skazana na potyczkę….

Czy pięciu śmiałków przetrwa potyczkę z wrogiem? Czy staną na wysokości zadania? Odpowiedź na te i inne pytania już w następnym odcinku.

Cdn…

________________________ ________________________ ________________________ ______________________



Chapter 2

W obliczu zagrożenia, członkowie załogi nie wydawali się mimo nadziei przełożonego John’a zbyt pewni. Otoczeni przez nacierające odziały armii Hex’a nie potrafili współpracować. Pomimo przewagi przestrzeni, jeżeli można mówić o przestrzeni w ciasnej i ponurej jaskini, gdzie światło nigdy nie dociera, a poraża nieprzenikniona ciemność, załoga Solaris nie mogła się porozumieć i znaleźć wspólnego mianownika podczas walki….

Dziennik pokładowy. Dzień 12

Ciemność przeniknęła nas poprzedniej nocy podczas pierwszej potyczki. Czuję, że zawiodłem moich podwładnych, jednak tym razem obyło się bez poważniejszych konsekwencji. Ale po kolei. Los nie był od początku dla nas łaskawy. Załoga naszego statku nigdy dotąd nie walczyła razem, w związku z tym nie mogło być mowy o jakimkolwiek „zgraniu” czy umiejętności współpracy na polu walki. Od razu musieliśmy nie tylko walczyć bez treningu, ale także nie wiele widzieliśmy w objęciach Morfeusza. Ale do rzeczy. Wybitni specjaliści: major Arctic, Pope i reszta to liero „wymiatacze”, najemnicy, od których każdy rekrut mógłby się uczyć. Zapewne tak właśnie jest, jednak dwóch ambitnych indywidualistów razem, mimo iż specjalistów na polu walki to zdecydowanie zbyt wiele. Przekonałem się o tym już podczas pierwszej batalii o przetrwanie.

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Walka rozgorzała na dobre. Jedyne, co mógł usłyszeć głównodowodzący John podczas potyczki, to wbrew pozorom nie strzały. Odgłosy rzucanych bomb, czy też odłamków różnych pocisków były naturalne i tego można się było spodziewać, więc nie robiły większego wrażenia na dobrze przygotowanym i silnym psychicznie dowódcy. Odgłosy, których nie mógłby się spodziewać nikt w tak doborowym i profesjonalnie wyszkolonym towarzystwie, to właśnie te, które wprawiły w osłupienie John’a – bryzg rozlewającej się krwi, okrzyki cierpienia i wymęczenia, oraz wreszcie te najgorsze, jednak tylko wyczuwalne w powietrzu – odgłosy bezsilności.

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Dziennik pokładowy. Dzień 12 (cd)

… Na lewym froncie trwała straszliwa i wyczerpująca walka. Co za głupcy, ze wstydem pomyślałem o swoich żołnierzach. Przyczyną mojej dobitnej myśli, którą i tak ledwo słyszałem przy pędzących kulach, był fakt, iż urazy z przeszłości przysłaniały im resztki zdrowego rozsądku. Nie potrafili współpracować: na lewym froncie Pope strzelał z larpy bezmyślnie, nie pozostawiając możliwości mi, przez co nie mogłem pójść na „sam na sam” z wrogiem i władować mu „paczki” kolczatek. Gdyby robił to z głową, osłaniając mnie jednocześnie nie musiałbym czekać, a i straty byłyby mniejsze. (ostatecznie Pope stracił palec, przez co jego reload time wydłużył się o 10% - co nie wróżyło najlepiej na przyszłość) Podobna sytuacja na prawym froncie, gdzie szeregowy Rayan, Terner i Arctic nie radzili sobie najlepiej, bardziej sobie wzajemnie przeszkadzając niż pomagając. Jak wspomniałem czuję, że ich zawiodłem bo nie potrafiłem od początku zapanować nad przewartościowaną załogą. Jednak to się zmieni.

Dziennik pokładowy. Dzień 13

Kara była surowa i mam nadzieję, że poskutkowała. Odcięcie palców innym członkom załogi wyrównała ich szanse i chyba zrozumieli aluzję. Mam nadzieję, że Wysoka Rada zrozumie drastyczne metody, gdy tylko okaże się, iż były skuteczne.

Dziennik pokładowy. Dzień 14

Postanowiłem, że jedyną szansą zespołu na sukces w tej misji – pokonanie Hex’a i ocalenie społeczności - może być rozdzielenie oddziału, co z jednej strony zwiększy szansę na zwycięstwo, a z drugiej pozwoli na zgranie się członków załogi, którzy co by tutaj mówić w niektórych przypadkach nie darzyła się sympatią. Ja, oraz major Arctic licząc na piękne comba udaliśmy się w lewo, a reszta w trójkę objęła kurs na prawą stronę wymiaru. To, co było później jest przerażające i nie napawa optymizmem…

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Kiedy załoga Solaris się rozdzieliła, było już tylko coraz gorzej….

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Dziennik pokładowy. Dzień 16

Jest źle. Wczorajszy dzień przyniósł dwie fatalne wiadomości. Poważnie rozważam wycofanie. Pierwsza, to wiadomość, którą otrzymałem od Rayan’a - który jako pierwszy, a właściwie drugi dotarł na powierzchnię…Oto ona:

   „Cholerny Pope. Nie chciał współpracować! On nie..Boże, dlaczego puściliśmy go samego. To nasza wina przepraszamy. Kiedy zbliżaliśmy się na powierzchnie, ten zakuty łeb, nadgorliwiec, szuja…Ah..Nie wiemy jak to powiedzieć. On się po prostu wyrwał, chciał sam, jak Rambo jakiś, rozwalić wszystkich. Kiedy przyszliśmy on już nie żył. Sam zapędził się na drugi poziom, nawet chciał uwolnić Alana, ale poległ. Jedyne, co nam zostało to mapa, którą sporządził przed śmiercią. Czekamy na dalsze rozkazy. Rayan”

Dziennik pokładowy. Dzień 18

Straciłem żołnierza. Pozostało nas czterech. Pope zginął z ręki Kim’a, wielkiej zmutowanej glizdy! Wpadł w pułapkę. Zastanawiam się, co dalej… Mapa nie była kompletna. Kto wie czego Pope nie zdołał dostrzec…

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Głównodowodzący John rozważając nie pełną mapę i próbując zrozumieć jej oznaczenia, zastanawiał się, co zrobić…




Cdn...


« Zmienione: 2007-08-28 19:40:41 przez publisher » Zapisane

Robaq
Sierżant
***

Reputacja: 10
Offline Offline

wiadomości: 330


:ASdF?


Zobacz profil
« Odpowiedz #1 : 2007-07-01 09:56:55 »

Niezłe, niezłe. Parę drobnych błędów:
Końcu to sami profesjonaliści.
W końcu
zdołał naładować Gus Gun’a
Gauss guna
BTW: Myląca nazwa, na początku myślałem że to wątek o tym zapomnianym systemie operacyjnym  Wink
Zapisane

Liero przymiera głodem, deal with it
lvkaz
Szeregowy
*

Reputacja: 2
Offline Offline

wiadomości: 40


Jestem głupi xD


Zobacz profil
« Odpowiedz #2 : 2007-07-01 11:53:37 »

Czekam na część dalszą Tongue
Zapisane

◘◘◘◘◘
kfadlaciki Shocked
publisher
Szeregowy
*

Reputacja: 3
Offline Offline

wiadomości: 27


Dr Lecter is watching you...


Zobacz profil
« Odpowiedz #3 : 2007-08-28 19:33:13 »

Dodałem Chapter 2. Czekam na komentarze, odczucia, sugestie, reakcje. Mile widziane pomysły na dalszą fabułę. Pozdrawiam czytelników Smiley
Zapisane

Robaq
Sierżant
***

Reputacja: 10
Offline Offline

wiadomości: 330


:ASdF?


Zobacz profil
« Odpowiedz #4 : 2007-08-30 15:47:40 »

Odczucia? Hmm, trochę za mało wiadomo co się dzieje, wygląda to tak jakby narratorem był generał, który wydaje rozkazy pięciu tysiącom żołnierzy. No i ile to trwa, 18 dni? Tongue

BTW: Mapa sztampowa, mogłeś się bardziej przyłożyć...
Zapisane

Liero przymiera głodem, deal with it
publisher
Szeregowy
*

Reputacja: 3
Offline Offline

wiadomości: 27


Dr Lecter is watching you...


Zobacz profil
« Odpowiedz #5 : 2007-08-30 15:59:11 »

Już tłumaczę: przyjąłem nietypową konwencję. Narrator nie uczestniczy w wydarzeniach, a pod "dziennikiem pokładowym" występują zapiski głównodowodzącego John'a. W ten sposób mieszam dwa typy narracji, pewnie dlatego tak trudno się połapać, jednak całość jest logiczna. Wystarczy się wczytać. John wydaje rozkazy tylko swojemu pięcioosobowemu oddziałowi. Głównodowodzący z kolei nie robi zapisków codziennie. W przerwach mają miejsce właśnie te wydarzenia, które potem opisuje w dziennikach, lub znowu nowość: toczą się w trakcie. Mapa taka a nie inna, przecież sporządzona przez Pope'a tuż przed śmiercią - nie mogła być idealna Tongue Słowa krytyki mile widziane Smiley
« Zmienione: 2007-08-30 16:09:45 przez publisher » Zapisane

Robaq
Sierżant
***

Reputacja: 10
Offline Offline

wiadomości: 330


:ASdF?


Zobacz profil
« Odpowiedz #6 : 2007-08-31 09:53:53 »

Acha, rozumiem że Pope, jako robal wirtualny, rodem z Pascala, miał pod ręką m$ paint zamiast kawałka kartki i ołówka.  Wink
Zapisane

Liero przymiera głodem, deal with it
[VT].:nomind:.
Bystrooki Kloc
Gwardia
Sierżant
*

Reputacja: 28
Offline Offline

wiadomości: 233


=]


Zobacz profil WWW
« Odpowiedz #7 : 2007-09-07 01:54:04 »

Pokaz swojej pani od polskiego lub innej osobie znajacej sie na pisaniu, F7 w Wordzie nie wystarczy zeby napisac cos, co znosnie sie czyta. Dodatkowo brak w tej historii jakiejkolwiek logiki. Jesli tworzysz jakis wlasny swiat, rzeczywistosc alternatywna to powinienes ja jakos umotywowac, lub zastosowac jakies zabiegi ja uwiarygadniajace (zob. realizm magiczny np. u Marqueza); inaczej to sie kupy nie trzyma. Nie wiadomo skad rzucaja sie na czytelnika jakies zle wormsy, podroz przez galaktyki, zmutowani źli odmiency, Imperium Dobra, programista Alan, 'nasi', inne wymiary (to w koncu galaktyki czy wymiary?).

Oprocz braku dobrego stylu, piszesz takze bardzo niepewnie, dla przykladu:
(..)kłócona wydaje się być „podminowana” odpowiedzialnością(..) - skad ten cudzyslow? Nie byles pewien ze to po polsku?

Popracuj nad stylem, poczytaj wiecej ksiazek, wlasny tekst przeczytaj kilkakrotnie i przemysl kazde zdanie.
Zapisane

.: [VT] no!mind :.    ::The High Council Of Steven,  Vermis Templari Liero Clan ::
Disco per Spiritum Sanctum: sum homeopate. Haec veritas est. Hihi crede et mendum in aeternitate viva zwei [ruf mich an!!]
Strony: [1]   Do góry
  Drukuj  
 
Skocz do:  

Powered by SMF 1.1.15 | SMF © 2005, Simple Machines
TinyPortal 1.0 RC1 | © 2005-2010 BlocWeb