Liga Liero
2019-09-16 09:49:57 *
Witamy, Gość! Prosimy, zaloguj się, lub zarejestruj.

Zaloguj się podając nazwę użytkownika i hasło.
 
  Strona główna   Forum   Pomoc Szukaj Kalendarz Zaloguj się Rejestracja  
Strony: [1] 2 »»»  Wszystkie   Do dołu
  Drukuj  
Autor Wątek: Krucjata Ciemności (Durbik)  (Przeczytany 14420 razy)
0 użytkowników i 1 Gość przeglądają ten wątek.
Greybrow
Egzekutor
Generał
*

Reputacja: 67
Offline Offline

wiadomości: 1591


Nothing but the rain


Zobacz profil WWW
« : 2005-10-19 14:45:36 »

Opowiadanie napisane po angielsku przez Durbika w 2002 roku, a opublikowane na stronie Rumblera.
Tłumaczenie: Greybrow

Krucjata Ciemności

W końcu dotarli na miejsce. Do Doliny Światła, tajemnej krainy zamieszkałej przez Vermis Templari, rycerzy sprawiedliwości. Wspinając się na wzgórze nie przyszło im na myśl, jak niesamowity widok się z niego rozpościera. Olbrzymia zamieszkała dolina, z wyróżniającymi się kapliczkami światła i pracowniami kowalskimi. Ludzie żyją i pracują jak gdyby nigdy nic. Doskonale. Nareszcie wielka podróż z otchłani ciemności dobiegła końca.
- Szkoda. – powiedział Greybrow, jak zwykle małomówny.
- Szkoda czego? Czy to my zaczęliśmy tę wojnę? – odpowiedział zabójczy w walce Jaras, rebeliant 515.
Rozmawiali już na ten temat wcześniej, więc nikt się nie wtrącał. Krymzon z morderczą precyzją sprawdzał swojego miniguna. Jako jedyny nie był jeszcze gotów, ale uwierzcie, że dbanie o to monstrum to niełatwe zadanie.
- Naprzód! – rozkaz BJ-a był ostatnim słowem, które mieli usłyszeć w ciągu najbliższych godzin.
Rozpętało się piekło. Dziesiątki ligowców pognały w dół, prowadzone przez kilku wyszkolonych oficerów gwardii. Oddziałem powietrznym dowodził Patrys, pan zagłady unoszący się na płonących skrzydłach nad bezsilnymi przestrzeniami jasności. Miejsca w które kierował swe płonące palce z miejsca wypełniały się wrzaskami i ogniem, by po chwili zamienić się w popiół. Lewe skrzydło podlegało pod Greybrowa. Jego trenowani od miesięcy mroczni i zimni zabójcy, szybko udowodnili, że są najbardziej elitarnym wojskiem na świecie. Błyskawicznie przeszukali dolinę i zniszczyli wszystkie możliwe źródła oporu: gniazda karabinów maszynowych, działa przeciwlotnicze, miotacze płomieni i bunkry. Pasywna linia obrony została wzniesiona przez Rycerzy Światła kilka wieków temu, gdyż ich samych było zbyt mało do obsadzenia linii obrony. Nie mogły się one jednak równać ze wściekłością tego ataku.

W tej fazie walk zginął tylko jeden gwardzista. Express szybko zlikwidował pierwszą linię zasieków, ale coś poszło nie tak. Poruszając się jak cień, musiał stąpać po ziemi. To przesądziło o jego losie. Kabel zakopany 5cm pod ziemią był stary i zardzewiały, ale zadziałał. Miotacze płomieni pojawiły się tak nagle, jakby były wyczarowane. Express zginął bez słowa, przez ułamek sekundy tańcząc w płomieniach.
- A niech to. – powiedział BJ ze szczytu wzgórza i wykrzyczał coś do telefonu polowego, który niósł jakiś szeregowiec dumny, że może być tu, a nie w dole z kolegami. Telefon spowodował ciężki ostrzał moździerzowy w miejsce śmierci Expressa. Dowódca artylerii Angelus wykrzywił twarz w uśmiechu, po czym szybko wrócił do rozstawienia swoich szwadronów tupoleva w formacji ataku.

Gdy Greybrow i jego oddziały oczyściły już większość pola, stało się jasne, że sami Rycerze nawet nie zareagowali na inwazję. Zamek Chmur nadal lśnił w porannym słońcu, nie ukazując żadnych śladów skrzydlatych templariuszy. Durbikowi, dowódcy oddziału przeciwlotniczego wydało się to dziwne i podejrzane. Jego oddziały były szkolone do walki z latającymi rycerzami, a do tej pory nie było do kogo strzelać. Wszyscy wiedzieli, że szykują jakiś podstęp. Nikt nawet nie starał się przypuszczać, że Vermis Templari zamkną się w swoim zamku patrząc jak ich sławna, budowana przez setki pokoleń dolina płonie piekielnym ogniem.
Nagle dachy zamczyska wybuchły palącym światłem. Światło było tak intensywne, że ligowcy którzy znajdowali się zbyt blisko stopili się od nadmiaru świętości. Horda wycofała się, wiedzieli że ta walka musi się rozegrać między rycerzami, a piekielną gwardią.

- No to zaczynamy! Amaaaaaaaass! – Ryk Wiraqczy wypełnił pole bitwy. Zabójcy rycerzy natychmiast pojawili się, unosząc się nad stanowiskiem dowodzenia, czekając na los wyznaczony im przez Biernath_Johna. 
- Namierzyć 37,61! Uzbroić doomsdaye! Sukinsyny nadlatują! – Durbik poczuł się w końcu szczęśliwy. Lecz jego oddział był jednym z niewielu słabych punktów w armii Ligi Liero. Dobrze wyposażony, aczkolwiek rycerze znajdowali się poza zasięgiem dział flak, największej dumy oddziału. Poza tym brakowało wyszkolonych żołnierzy. Był to w tej chwili najważniejszy z wielu problemów BJ-a.

Pojawili się w aurze światła. Wielka Rada Siedmiu. No!Mind ze swoim Wielkim Excaliburem. EdgeCrusher, jedyny cyberwojownik rady, ofiara wojny przeciw maszynom. Yez00Z, młody i buntowniczy. Ideolog ZaraZ. Tajemniczy, zamaskowany rycerz CREO. Reszta Rady została wybrana w jakiejś dziwnej formie głosowania i nie wiadomo było kto je wygrał.

Lecieli szybko.

- Poganie i wojownicy ciemności! Wasza nieunikniona napaść naznaczy nowy początek przyszłości świata. Zostaniecie surowo ukarani za ten barbarzyński czyn! – Krzyk No!Minda z łatwością przebił się przez koncert ostrzału. Szeregowcy armii zła zostali momentalnie ogłuszeni.
- Gadaj, gadaj... póki jeszcze możesz. STRZELAĆ BEZ ROZKAZU! – wykrzyczał Durbik. W tym samym momencie niebo zapłonęło setkami eksplozji dział flak i rakiet doomsday, by po chwili zasnuć się dymem wystrzałów. Jednocześnie Rycerze Światła rozpruwając powietrze, z szybkością dźwięku natarli na wzgórze. Artylerii przeciwlotniczej jednak nie powinni lekceważyć. Yez00Z trafiony rakietą wirując spadł na ziemię. Na miejscu już czekał Greybrow ze swoim obrzynem. BLAM! Lecz Yez00Z w ostatnim momencie zdołał zasłonić się przed chmurą śrutu swoim świetlnym mieczem. Życie Greybrowa zawisło na włosku, a jego oddział skąpany w krwi niewinnych był zbyt daleko by mu pomóc. Spokojny, lecz pozbawiony nadziei przeładowywał obrzyna. Było niemal za późno. CIACH!... i bezgłowy Yez00Z padł na ziemię!
- Kto... – Wydusił Greybrow przez ściśnięte gardło. Tylko Rycerze Światła mogli spowodować strach u tego okrutnego wojownika. Tylko głupcy i bohaterowie się ich nie bali.
- Nie ma za co – powiedział wyszczerzony Krolm. Z jego miecza spływała niebieska krew.

Bitwa się rozpoczęła. Patrys musiał pomóc zabójcom rycerzy, gdyż Wiraqczę zaatakowało jednocześnie dwóch templariuszy, a bez ich dostojnego przywódcy, zabójcom spadła wola walki. Walka z czystą dobrocią nie jest łatwa, jeśli jesteś zły. Wysoko w stratosferze, CREO walczył z Fieromanem, młodym padawanem Wiraqczy, sprawiającym zresztą swojemu mentorowi wiele problemów. Teraz bronił się przed wściekłymi atakami rycerza. Nie dotarło do niego, że tylko miecz może sprostać mieczowi światła. Napalm i działko Gaussa nie wystarczy by przedrzeć się przez miecz templariusza. Wszyscy nie biorący udziału w walce, zadzierając głowy oglądali starcie. Po kolejnym ogłuszającym zderzeniu światła i ciemności, z nieba spadł deszcz krwi. Czerwonej krwi, więc zginął Fieroman. CREO potwierdził to głośnym okrzykiem zniżając lot, by pomóc braciom w dolinie.
- Haaargh! – wykrzyczał Wiraqcza wcale nie żałując śmierci Fieromana. Był tylko żołnierzem, jakich wielu. Tymczasem zauważył możliwość uzyskania przewagi w bitwie. EdgeCrusher wynurzył się od dołu w piruecie zabijając Vugiego. Teraz zagrażał siłom naziemnym. Wiraqcza nie chciał zobaczyć jego wyszukujących świateł (Liga Liero nazywała je Promieniami Bogów) na piechocie. Przez myśl przeleciały mu nic dla niego nieznaczące słowa jak honor, godność, ojczyzna. Nie chciał za to walczyć, ale i tak zaatakował. Odgłosy mieczy złączyły się w jeden metaliczny odgłos. Nie było widać walczących, a jedynie odgłosy walki przesuwające się po niebie. Na moment Wiraqcza wychylił się z naelektryzowanej walką chmury.
- Stęskniłeś się templariuszu? – i z uśmiechem wrócił do walki.

No!Mind nie miał szczęścia. Już sama wiedza, że Natas jest we wrogiej armii, nie przysparza radości, a spotkać się z nim w walce to horror. Ubrany na czarno z mieczem większym od siebie Natas, był budzącym najwięcej strachu wojownikiem w szeregach Ligi Liero. I wiedział o tym. Odnalazł No!Minda na ziemi atakującego oddziały ciężkich karabinów maszynowych podległych Krymzonowi. Nikt, nawet sam czarny wojownik nie lekceważył No!Minda, znanego też jako Lepszy_Bog. Mimo to, walka trwała krótko. Wystarczyło kikla zderzeń mieczy i No!Mind spadł w dół zbocza, a chłopcy z oddziału Durbika rozsmarowali jego ciało na ziemi. Natas zdradziecko użył ukrytego w rękawie sztyletu. Honor może i jest dobry, ale przeżycie ważniejsze.

Po kilku dramatycznych momentach dominacja LL była już niemal całkowita. Przy życiu pozostało jedynie dwóch Rycerzy Światła. BJ, który nie brał udziału w walkach, przekazał dowodzenie Jarasowi i ruszył do boju. Ci templariusze może nie byli wojownikami tej klasy co EdgeCrusher, lecz gdy walczyli razem, nie można było lekceważyć ich siły. Lecz wydawało się, że BJ-owi to obojętne. Wykonał tylko dwa ruchy. Cięcie z lewej i obrót zakończony wykrokiem. Za nim upadły dwa trupy. Jeden bezgłowy, drugi z głębokim cięciem przez pierś. Ciała templariuszy pokryły się sylwetkami cieni ligowców. Według dawnych legend, ten który zakosztował mięsa Rycerza Światła, przejmie część jego mocy. Biernath_John odleciał na stanowisko dowodzenia z czułością czyszcząc swój miecz.

Tymczasem rola Angelusa już się zakończyła. Artyleria utorowała drogę piechocie otaczającej zamek. Przejęcie zamku należało do oddziałów Greybrowa. Wybijając resztki sług światła, ligowcy zalali zamek niczym fala przypływu. W sali tronowej Greybrow dostrzegł sylwetkę, która wydała mu się znajoma. Był to Ulvhockey, ambasador Terror Sabbath, będący na oficjalnej wizycie w zamku Vermis Templari. Greybrow znał go, gdyż sam był ambasadorem. Był nim dlatego, że jego twarz była najmniej zmieniona przez zło, dzięki czemu mógł reprezentować Ligę Liero w pałacu Terror Sabbath i innych królestwach i republikach.
- Dzięki BOGU, Grey! Już myślałem, że ligowcy zabiją mnie, nie zważając na mój immunitet! Proszę, eskortuj mnie do granic doliny. Jestem ambasadorem chronionym przez międzynarodowe prawo! I jestem nieuzbrojony!
- Wybacz stary przyjacielu. Rozkazy BJ-a są jasne. Wszyscy znajdujący się w zamku muszą zginąć.
- Pozwól mi z nim porozmawiać! Na pewno mnie wysłucha! Jestem ambas...
Echa wystrzału roznosiły się między ścianami VT. Pokryty krwią i własnymi wnętrznościami Ulv padł na pieknie haftowany fotel, z napisem „ZaraZ”. Greybrow przypomniał sobie, że właściciela fotela Patrys zabił na samym początku bitwy. - I dobrze. Kolejny śmieć gryzie ziemię – pomyślał Grey. Zadanie wykonane. Teraz nowi władcy zasiądą w sali tronowej zanim jeszcze dzień dobiegnie końca i Greybrow był dumny, że będzie jednym z nich. Przeładował swojego obrzyna i udał się na szczyt zamkowej wieży, mając nadzieję, że uda mu się jeszcze wykorzystać swój jedyny w swoim rodzaju karabin snajperski. Bezpośrednia rzeź w dolinie nie była dobrą sceną na jego śpiew.

***
Bitwa dobiegała końca. Przez niebiosa nad Doliną Światła, przebiegały echa uderzeń mieczy i wystrzałów. Lecz tym razem wynik walk był zupełnie inny niż ten sprzed wieku. Tym razem Biernath_John i jego siły ostatecznie zniszczyły Rycerzy Światła, a cała kraina przeszła pod okupację Ligi Liero. Sukces był całkowity, ale to nie oznaczało końca walk... Ledwie kilka kilometrów dalej było obozowisko Terror Sabbath, będących w odwiecznym konflikcie zbrojnym z Vermis Templari. Sojusz z Ligą Liero był tylko tymczasowy. Potrzeba było wspólnych sił, by doprowadzić do zniszczenia Rycerzy Światła. Lecz teraz sojusz był wart tyle co papier na którym go napisany. BJ zgromadził ligowców, pokrytych krwią sług światła.
- ZWYCIĘŻYLIŚMY! – odpowiedział mu radosny krzyk. – Nasi śmiertelni wrogowie, Vermis Templari zostali zniszczeni. Teraz nadszedł czas. Czas rozpocząć kolejną wojnę. Wojnę będącą Krucjatą Ciemności! Będziemy jedyną potęgą na świecie! Jesteście na to gotowi! – Tym razem to gwardia wzniosła okrzyk wojenny, a żołnierze ochoczo się do nich dołączyli. Oficerowie udali się do swoich oddziałów i poprowadzili ich szybkim marszem na zachód. Wprost do najgroźniejszej siedziby Terror Sabbath...

KONIEC
Durbik 2002
« Zmienione: 2006-03-31 20:03:58 przez Greybrow » Zapisane

Greybrow
Egzekutor
Generał
*

Reputacja: 67
Offline Offline

wiadomości: 1591


Nothing but the rain


Zobacz profil WWW
« Odpowiedz #1 : 2005-10-19 14:51:01 »

Proszę o sprawdzenie tłumaczenia i poprawki. A najlepiej na autoryzację Durbika Smiley
Zapisane

barnex
Agent Of Gravity
Egzekutor
Pułkownik
*

Reputacja: 49
Offline Offline

wiadomości: 401


Ay caramba!


Zobacz profil WWW
« Odpowiedz #2 : 2005-10-19 17:09:56 »

Świetne. Oczywiście jest jedno 'ale':
"Nasz śmiertelny wróg, Vermis Templari, zostali zniszczeni."
Według mnie powinno być albo: "Nasi śmiertelni wrogowie, Vermis Templari zostali zniszczeni.", albo  "Nasz śmiertelny wróg, Vermis Templari, został zniszczony."
Ale profesorem Miodkiem nie jestem, więc mogę się mylić ;-)

Wiem, inaczej bym się nie czepiał ;-). A poprawione chyba nie do końca:
"Nasz śmiertelni wrogowie, Vermis Templari zostali zniszczeni" :p

[edit]-by Smuf - Pozwoliłem sobie sam to poprawić.[/edit]
« Zmienione: 2006-01-03 17:10:01 przez Greybrow » Zapisane

Greybrow
Egzekutor
Generał
*

Reputacja: 67
Offline Offline

wiadomości: 1591


Nothing but the rain


Zobacz profil WWW
« Odpowiedz #3 : 2005-10-19 17:34:16 »

toż prosiłem o poprawki Smiley Tylko tyle? Poprawione.
Zapisane

Krymzon
Gwardia
Pułkownik
*

Reputacja: 19
Offline Offline

wiadomości: 374



Zobacz profil
« Odpowiedz #4 : 2005-10-22 17:28:59 »

Ah, te czasy wielkich wojen... Cóż, TS padł, VT się chowają po puszczach, co było widać na Mistrzostwach, ale miło powspominać krew wrogów na lufach...

Cytuj
. Durbik, dowódca oddziału przeciwlotniczego wydało się to dziwne i podejrzane.
może 'Durbikowi, dowódcy'?
Cytuj
Wasza nieunikniona napaść naznaczy nowy początek przyszłości świata.
err nieunikniona?
Cytuj
Ale z artylerii przeciwlotniczej nie można lekceważyć.
z
Cytuj
Bo kolejnym ogłuszającym zderzeniu światła i ciemności, z nieba spadł deszcz krwi.
Bo
Cytuj
zwanego też jako Lepszy_Bog.
albo zwanego, albo znanego+jako
Cytuj
BJ, który nie brał udziału w walkach, przekazał dowodzenie Jarasowi i ruszył do walki.
'i ruszył do boju'
Cytuj
Greybrow przypomniał sobie, że właściciela fotela, Patrys zabił na samym początku bitwy.
bez drugiego przecinka
Zapisane

::Fundaçao Internacional Capoeira Artes das Gerais::
-----|Gwardia Liero|----- Wurmz! Support Team (ściągnij Wurmz!)
Greybrow
Egzekutor
Generał
*

Reputacja: 67
Offline Offline

wiadomości: 1591


Nothing but the rain


Zobacz profil WWW
« Odpowiedz #5 : 2005-10-23 12:34:55 »

Zrobione.
"nieunikniona?" wzięło się z:
Cytuj
Your inevitable agression will mark a new beginning in the destiny of the world.
Nie mam pomysłu jak to tłumaczyć inaczej.
Zapisane

Combaine
Pułkownik
****

Reputacja: 21
Offline Offline

wiadomości: 343



Zobacz profil
« Odpowiedz #6 : 2005-10-23 13:25:55 »

Może 'niechybna'?

Cytuj
przeładowywał obrzyna

Powinno być 'obrzyn', tak jak 'ogórek'.

Dla rzeczowników męskich nieżywotnych takich jak 'ogórek', albo 'obrzyn'
końcówka biernika (kogo? co?) jest taka sama jak mianownika (kto? co?).
PACH
« Zmienione: 2006-01-03 17:13:38 przez Greybrow » Zapisane
Greybrow
Egzekutor
Generał
*

Reputacja: 67
Offline Offline

wiadomości: 1591


Nothing but the rain


Zobacz profil WWW
« Odpowiedz #7 : 2005-10-23 13:52:01 »

"zjeść ogórka" a nie "zjeść ogórek"

ok, zgoda.
Ale od kiedy to obrzyn jest dla gracza "nieżywotni"? Wink
« Zmienione: 2006-01-03 17:12:50 przez Greybrow » Zapisane

sir_Kris
Promode Veteran
Gwardia
Szeregowy
*

Reputacja: 1
Offline Offline

wiadomości: 64


Promode rulz


Zobacz profil
« Odpowiedz #8 : 2006-03-08 23:46:23 »

Wiem troche późno, ale wcześniej wątek mi umknął Smiley

Cytuj
Nikt, nawet sam czarny wojownik nie lekceważył No!Minda, znanego też jako Lepszy_Bog. Ale mimo to, walka trwała krótko.

Wydaje mi się, że uczyli mnie... Nie zaczynać zdania od ale? Zamiast kropki dać przecinek albo usunąc "ale". Jeszcze gdzieś w innych miejscach coś takiego wystąpowało.


Cytuj
Wysoko w stratosferze, CREO walczył z Fieromanem, młodym padawanem Wiraqczy. Sprawiającym zresztą swojemu mentorowi wiele problemów.

To też jakoś dziwnie wygląda, proponowałbym przecinek zamiast kropki.

Pozatym naprawde kawał dobrej roboty i czyta się z przyjemnością.
Zapisane

Sir Kris, twórca mapy TERAZ3
Greybrow
Egzekutor
Generał
*

Reputacja: 67
Offline Offline

wiadomości: 1591


Nothing but the rain


Zobacz profil WWW
« Odpowiedz #9 : 2006-03-09 01:51:17 »

Poprawione, dzięki.
Zapisane

Michał Mleczko
Kapral
**

Reputacja: 6
Offline Offline

wiadomości: 88


koniec odsiadki!


Zobacz profil
« Odpowiedz #10 : 2006-03-31 16:14:15 »

Przeczytałem tę "Krucjatę". Niezłe.
Zapisane
Robaq
Sierżant
***

Reputacja: 10
Offline Offline

wiadomości: 330


:ASdF?


Zobacz profil
« Odpowiedz #11 : 2006-07-01 20:18:46 »

Sorry że piszę już w zgibniętym wątku ale co mi tam...
Co to jest wogóle obrzyn??
Zapisane

Liero przymiera głodem, deal with it
Combaine
Pułkownik
****

Reputacja: 21
Offline Offline

wiadomości: 343



Zobacz profil
« Odpowiedz #12 : 2006-07-01 21:21:24 »

Najdczęsciej wykonywaną ,,modyfikacją" dubeltówki jest przerobienie jej na tzw. obrzyna, obrzynka, krócicę. Proces ten polega na ucięciu luf i łączącej je szyny, parę centymetrów za czółenkiem, oraz na ścięciu kolby na wysokosci chwytu i zeszlifowaniu jej. From Wikipedia. Co ciekawe, obrzyny są nielegalne.
Zapisane
p.Wesołek
Kapral
**

Reputacja: 11
Offline Offline

wiadomości: 80


Lamer OnLine


Zobacz profil WWW
« Odpowiedz #13 : 2006-07-02 12:20:37 »

To chyba dobrze. Rozrzut po takiej modyfikacji nie podnosi bezpieczeństwa przypadkowych osób. Widać na niektórych filmach Wink.
Zapisane
Jerac
Last SorLord
Egzekutor
Generał
*

Reputacja: 78
Offline Offline

wiadomości: 1417

Uwaga zły i podły admin. Nie drażnić.


Zobacz profil
« Odpowiedz #14 : 2006-07-02 12:42:10 »

No właśnie - jako że ekspertem od broni nie jestem - czy taki zabieg ma jakiekolwiek zalety? Pozatym oczywiście że broń jest mniejsza i można ją schować pod kurtką...
Zapisane

I can see what you see not, vision milky then eyes rot. When you turn they will be gone, whispering their hidden song.
Then you see what cannot be - shadows move where light should be. Out of darkness, out of mind.
Strony: [1] 2 »»»  Wszystkie   Do góry
  Drukuj  
 
Skocz do:  

Powered by SMF 1.1.15 | SMF © 2005, Simple Machines
TinyPortal 1.0 RC1 | © 2005-2010 BlocWeb